Jeśli jeszcze raz się sprzeciwisz, mój syn wyrzuci cię z domu! – rzuciła teściowa z lodowatą pewnością siebie, zupełnie zapominając, że mieszkanie, w którym właśnie siedziała, należało do Złaty.
– Złata, jutro na kolację upiecz proszę placek z kapustą – oznajmiła Ludmiła Wasiliewna, wchodząc do kuchni i wygodnie zajmując miejsce przy stole. – Dawno nie jadłam porządnego domowego ciasta. Ty ciągle przygotowujesz jakieś wymyślne potrawy, a ja mam ochotę na coś prawdziwego.
Złata odwróciła się od kuchenki, na której rumieniły się kotlety. Teściowa siedziała z charakterystyczną miną pełną niezadowolenia i poprawiała rękawy bordowego swetra.
– Mam silną alergię na kapustę, Ludmiło Wasiliewno – odpowiedziała spokojnym tonem, przewracając kotlet na drugą stronę. – Nie mogę jej ani przygotowywać, ani nawet długo z nią pracować.
– Co to znaczy „nie możesz”? – głos kobiety natychmiast stał się ostry. – Proszę cię o zwykłą rzecz, a ty śmiesz odmawiać? Kim ty właściwie jesteś, żeby sprzeciwiać się starszym? Za moich czasów synowe wiedziały, jak okazywać szacunek rodzinie!
– To nie ma nic wspólnego z szacunkiem – odparła Złata, przesuwając patelnię na inny palnik. – Jeśli zacznę robić placek z kapustą, skończy się to atakiem alergii. Jeżeli naprawdę masz na niego ochotę, możesz upiec go sama.
– Sama? – oburzyła się Ludmiła Wasiliewna, zrywając się z krzesła. – Nie jestem tutaj żadną kucharką! To ty jesteś gospodynią i masz gotować to, czego oczekuję. Ta twoja alergia to tylko wygodna wymówka. W rzeczywistości po prostu nie chce ci się piec!
– Nie chce mi się? – Złata spojrzała jej prosto w oczy. – Codziennie gotuję, sprzątam, piorę i dbam o cały dom. Ale nie zrobię czegoś, co może zaszkodzić mojemu zdrowiu.
– Nie zrobisz, bo nie chcesz! – syknęła teściowa, podchodząc bliżej. – Myślisz, że skoro mój syn cię poślubił, możesz teraz wszystkim rządzić? Jeszcze zobaczymy, kto tutaj ma ostatnie słowo!
W tej chwili w przedpokoju zabrzęczały klucze. Michał właśnie wrócił z pracy. Twarz Ludmiły Wasiliewny natychmiast przybrała wyraz cierpienia i niewinności.
– Misieńku! – zawołała, niemal biegnąc do syna. – Dobrze, że już jesteś. Twoja żona zachowała się wobec mnie okropnie! Poprosiłam ją tylko o upieczenie ciasta, a ona mnie obraziła i odmówiła.
Michał zdjął płaszcz i zmęczonym wzrokiem spojrzał na żonę, która nadal stała przy kuchence z napiętą twarzą.
– Złata, co się tutaj dzieje? – zapytał, odwieszając płaszcz do szafy. – Dlaczego nie możesz spełnić prośby mamy?
– Mam alergię na kapustę, Michał – odpowiedziała cicho. – Tłumaczyłam to już twojej mamie.
– Alergia? Jaka znowu alergia? – machnął lekceważąco ręką. – Mamo, nie przejmuj się. Jutro Złata na pewno upiecze ten placek. Prawda, kochanie?
Złata spojrzała najpierw na męża, potem na teściową, która nie kryła triumfalnego uśmiechu. W środku poczuła przeszywający ból.
– Nie. Nie upiekę go – powiedziała stanowczo, zdejmując fartuch. – Możecie zjeść kolację we dwoje.
Odwróciła się i zamknęła za sobą drzwi sypialni. Z salonu dochodziły stłumione głosy Michała i jego matki, którzy po chwili zaczęli rozmawiać o codziennych sprawach, jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. Złata opadła twarzą na poduszkę, a łzy płynęły jedna za drugą.
Następnego ranka obudziła się wcześniej niż zwykle. Ludmiła Wasiliewna jeszcze spała, a w domu panowała niezwykła cisza. Michał siedział przy stole z kubkiem kawy i przeglądał wiadomości w telefonie.
– Michał, musimy porozmawiać – powiedziała Złata, siadając naprzeciwko niego i splatając dłonie. – To bardzo ważne.
Spojrzał na nią z wyraźnym zdziwieniem.
– O czym?
– O twojej mamie – odparła z ciężkim westchnieniem. – Mam już dość nieustannej krytyki. Ludmiła Wasiliewna ciągle ocenia wszystko: jak gotuję, jak sprzątam, jak się ubieram. Mam dość życia według jej zasad we własnym domu.
– Co ty opowiadasz? – Michał odłożył telefon. – Mama nic złego nie robi. Po prostu ma swoje przyzwyczajenia.
– Naprawdę tak to nazywasz? – jej głos stał się ostrzejszy. – Dla ciebie to tylko przyzwyczajenia, ale dla mnie wygląda to tak, jakby była tutaj dowódcą. Może powinniśmy wynająć jej osobne mieszkanie? Jesteśmy młodzi i potrzebujemy własnej przestrzeni.
Michał gwałtownie odstawił filiżankę na spodek.
– Chcesz wyrzucić moją matkę na ulicę? – jego głos zabrzmiał chłodno i twardo. – Poprosiła, żeby z nami zamieszkać, a ty chcesz się jej pozbyć?
– Wcale nie mówię o wyrzucaniu jej – próbowała spokojnie wyjaśnić Złata, lecz mąż odsunął jej dłoń. – Chodzi tylko o osobne mieszkanie. Moglibyśmy nawet pomóc jej opłacać czynsz.
– Nie zgadzam się na to – powiedział stanowczo, wstając i szykując się do wyjścia do pracy. – Mama nikomu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, pomaga w domu.
– Pomaga? Kiedy? – wykrzyknęła Złata, również podnosząc się z krzesła. – To ja pracuję, wracam zmęczona, gotuję, sprzątam, piorę i dbam o wszystko. Ona tylko mnie krytykuje i wydaje polecenia!
– Dosyć! – przerwał jej Michał, zakładając płaszcz. – Nie mam zamiaru więcej tego słuchać. Mama zostaje z nami. I na tym koniec.
