Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

Pamiętasz, jak podczas ostatniej zmiany w naszym oddziale urodziła jedna dziewczyna? Ona nie tylko krzyczała, ale przeklinała jak dorosły mężczyzna — takie zachowanie było całkowicie niedopuszczalne! Nie każdy mężczyzna potrafiłby tak, było nawet nieprzyjemnie słyszeć takie słowa od kobiety.

— Pamiętam. A co się z nią stało?

— Napisała oświadczenie o odmowie i porzuciła swoje dziecko, a sama odjechała! Co za pechowka!

Autobus mocno się zatrzęsął i telefon Nadii prawie wyślizgnął się jej z rąk.

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

Przypomniała sobie tę dziewczynę. Poród nie był dla niej zbyt ciężki, ale krzyczała tak, jakby świat się walił. Kiedy dowiedziała się, że urodziła syna, wyraziła niezadowolenie: dobrze, że to nie dziewczynka, bo tak będzie jej łatwiej, bo mężczyznom zawsze jest łatwiej.

Nadia spojrzała zamyślona przed siebie i zauważyła pełną kobietę z chłopcem, który mocno trzymał się jej płaszcza.

Ich ubrania były skromne, ale czyste. Kobieta miała na sobie staromodny, szeroki płaszcz.

Na początku Nadia nie zauważyła, że jest w ciąży, ale gdy tylko to zrozumiała, podskoczyła i zaproponowała jej miejsce. Chłopiec natychmiast pociągnął mamę za rękę, pokazał jej coś, a potem przeliczył na palcach: mama nie słyszy, podziękował Nadii.

Nadia naprawdę jej współczuła.

Być może żyją w biedzie, więc wyjęła z torby czekoladkę. Zwykle kupowała sobie jedną po zmianie, kiedy czuła lekkie zmęczenie — czekolada zawsze pomagała.

— Bardzo dziękuję! — powiedział chłopiec, przeciągając słowa, ostrożnie wziął słodycze i z uśmiechem podziękował — Niech pani nie myśli, że nie mamy taty, on też jest głuchoniemy, ale ja słyszę! Żyjemy dobrze. Niedługo urodzi mi się siostrzyczka — powiedział z dumą, ciesząc się z mamy.

– Masz bardzo piękną mamę, po prostu cudowną! Będziesz miał siostrzyczkę i tatę, jesteś naprawdę bardzo szczęśliwym chłopcem – odpowiedziała mu szczerze Nadia.

Była zachwycona tak naturalnym szczęściem tych ludzi!

Kiedy autobus się zatrzymał, Nadia omal nie przeoczyła swojego przystanku.

Chłopiec krzyknął jej coś na pożegnanie, ale ona już wyskakiwała z autobusu, kiedy drzwi prawie ją przytrzasnęły.

Nadia przyszła do pracy na czas.

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

„Wyobrażasz sobie, ta dziewczyna ma męża! Chociaż kilka tygodni przed porodem złożyła wniosek o rozwód. To niezrozumiałe” – powiedziała położna Zinaida Petrowna, witając Nadia w sali przedporodowej. Była bardzo oburzona.

To ona dzwoniła wcześniej do Nadii, nie mogąc się uspokoić z irytacji.

— A jej dziecko miało dziewięć punktów w skali Apgar!

– Lepiej zobaczmy, kto jest nowy – próbowała odwrócić jej uwagę Nadia.

Dlaczego jedni mają mnóstwo dzieci, a inni bezskutecznie marzą o rodzinie i dzieciach, pozostając samotnymi?

Zinaida Petrowna zamilkła i poklepała Nadię po ramieniu. Nie warto było się tak bardzo martwić, bo wiedziała, że Nadia była już mężatką, ale rozstali się: jej mąż marzył o dzieciach, a ona z jakichś powodów nie mogła rodzić. Mówiono, że w dzieciństwie jej choroba pozostawiła powikłania. Albo po prostu jej mąż jej nie kochał. Ten temat był bolesny dla Nadii.

Potem spotkała ojca tego malucha.

Przyszedł zapytać, kiedy będzie mógł odebrać syna. Mężczyzna był otyły i niezdarny, miał zagubione spojrzenie, jak duże dziecko.

— Słuchaj, ten tata okazuje się inny, nie taki jak ta dziewczyna, normalny. Widać, że nie jest orłem, ale przyszedł po syna. Pytał, jak opiekować się dzieckiem, starał się nie okazać, że się boi — powiedziała Zinaida Petrowna, szturchając Nadję w bok i wskazując na dużego mężczyznę, który miał około czterdziestu lat.

Nadia nie mogła się powstrzymać i podeszła do niego: „Jeśli ma pan jakieś pytania, proszę się nie krępować. Oto mój numer telefonu, nazywam się Nadia, jestem pediatrą, jeśli będzie pan czegoś potrzebował, proszę zadzwonić”.

„Dziękuję, a ja nazywam się Mikołaj!” – powiedział mężczyzna z uśmiechem, ale w tym momencie przyniesiono mu niebieski wózek i nie wiedział, jak go wziąć.

Nadia zrobiło się go żal i zapytała: – Czy ma pan kogoś, kto mógłby panu pomóc?

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

– Nie, moi rodzice mieszkają na wsi, nie akceptowali Oksany, mówili mi, żebym się nie żenił. Potem sam wszystko zrozumiałem i nie chcę im nawet o tym mówić, dam sobie radę sam! Wziąłem urlop i odkładałem pieniądze na dziecko. Oksanka o tym nie wiedziała.

— Dobrze pan zrobił, ale proszę się nie martwić. Jutro przyjdzie do pana pielęgniarka z przychodni, wszystko panu wyjaśni — pocieszyła go Nadia.

— Nie boję się! — powiedział pewnie Mikołaj, delikatnie przytulając dziecko.

Chociaż jego słowa brzmiały odważnie, oczy zdradzały strach. Nie było to zaskakujące, ponieważ nawet młode matki czasami nie wiedziały, jak postępować z noworodkiem, a on miał przed sobą dorosłe życie.

Przez resztę dnia Nadia myślała o Mikołaju i jego dziecku. Jak sobie radzą? Sam zamierza wychowywać dziecko, a to ogromna odpowiedzialność.

Nadia poczuła chęć, żeby do niego zadzwonić i zapytać, jak się mają sprawy. Mikołaj też zostawił jej swój numer, żeby oboje wiedzieli, kto dzwoni.

Stopniowo przypomniała sobie chłopca z autobusu.

Miał takie samo dobre spojrzenie jak Mikołaj. Patrzył na świat z radością, będąc szczęśliwym w życiu, mimo że jego mama i tata byli głusi. Dla niego było to prawdopodobnie trudniejsze niż dla innych. Był skromnie ubrany, ale radość w jego oczach była oczywista.

Jest całkowicie jasne, że prawdziwe dobro nie mierzy się bogactwem, ono żyje w duszy lub w ogóle nie istnieje.

Gdyby Nadia mogła urodzić dziecko, byłaby szczęśliwa. Jakże cudowne jest trzymać malucha na rękach! Właśnie dlatego wybrała swój zawód – miłość do dzieci. Narodziny dziecka to magia!

Ręka Nadii sięgnęła po telefon, miała zamiar wybrać numer Mikołaja, gdy nagle telefon zadzwonił – to był on.

— Nadieżda, przepraszam, to ja, Mikołaj, jeśli nie zapomniałaś, masz wielu takich — zaczął, a jego głos zagłuszał głośny płacz dziecka.

— Mikołaju, co się dzieje? — zapytała Nadia, ciesząc się z jego telefonu.

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

— Nie je, tylko płacze i płacze — powiedział zdezorientowany Mikołaj, wyraźnie zdenerwowany. — Co mam zrobić? Proszę mi doradzić!

— Gdzie pani mieszka, proszę podać adres. Czy to niedaleko od szpitala? Zaraz przyjadę, kończę pracę.

Nadia poprawiła włosy przed lustrem. Z jakiegoś powodu ogarnęło ją podekscytowanie, a wraz z nim radość.

W drodze do domu Mikołaja ponownie przypomniała sobie chłopca z autobusu. Jakby nie krzyknął do niej na koniec, kiedy spieszyła się do wyjścia.

Wtedy wydawało jej się, że nie dosłyszała jego słów, ale teraz w jej głowie rozbrzmiewał jego melodyjny głos: „Dziękuję, jest pani taka dobra, niech pani dzieciom też się dobrze powodzi!”.

„Jakie dzieci?” – pomyślała Nadia, ożywiona niejasnym przeczuciem szczęścia. Ale natychmiast uspokoiła się – to tylko uprzejme słowa.

Nadia nie zdążyła nawet nacisnąć dzwonka, gdy Mikołaj otworzył drzwi, jakby na nią czekał.

Żal było na niego patrzeć. Dziecko mocno płakało, jego nóżki drżały.

— Gdzie można umyć ręce? — zapytała Nadia, włączając tryb lekarza, ale włączyło się też coś jeszcze, coś więcej.

Po raz pierwszy w życiu trzymała dziecko bez matki przy sobie. I wydawało się, że to dziecko stało się trochę jej!

To było niesamowite uczucie!

– On nawet nie płacze, jak pani to się udaje? – zapytał Mikołaj, skromnie zaglądając jej przez ramię i z podziwem obserwując, jak zmienia pieluchę, wyciera dziecko wilgotnymi chusteczkami i ubiera je w czyste ubranko.

Kiedy czysty, zadowolony i najedzony syn zasnął jej na rękach, Mikołaj patrzył na nią jak na Madonnę z Dzieciątkiem.

— Może wpadniesz do nas jeszcze raz, czy nie masz męża i dzieci, nie będziesz miała czasu? — zapytał cicho Mikołaj już w przedpokoju.

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

– Na pewno wpadnę, ale nie mam rodziny, nie martw się – obiecała Nadia, wychodząc, i dostrzegła radość w jego oczach.

Nadia wracała do domu, czując się odnowiona, jakby sama doświadczyła odrobiny matczynego szczęścia. Kiedy chłopiec zasnął w jej ramionach, nagle stało się dla niej jasne, jak to mogłoby wyglądać: ukochany mąż i ona razem karmią i kładą spać ich maleństwo.

W ciągu następnych dni Nadia stopniowo odwiedzała Mikołaja, jakby nogi same prowadziły ją do jego domu.

Powtarzała sobie, że po prostu pomaga mu z dzieckiem. Ale w głębi duszy czekała na spotkania z nim.

— Jak nazwaliście swojego syna? — zapytała Nadia następnego dnia.

Mikołaj spojrzał na nią zdezorientowany: — Nie wiem, nie miałem z kim tego omówić. Jakie imię będzie według pani odpowiednie?

Nadia roześmiała się: — Jestem oczywiście pediatrą, ale nie mam doświadczenia w wyborze imienia dla dziecka.

— Ja też nie, Nadia. Może wymyślimy je razem? I przejdźmy na „ty”, dość formalności. Nie mam teraz nikogo bliższego niż ty i mój syn!

Wybrali dla chłopca imię Dima, ciepłe i przytulne. Okazało się też, że Kolia miał dziadka o imieniu Mitya, a Nadia miała dziadka — Dmitrija Konstantinowicza!

Kiedy Mikołaj nagle się rozwiódł, od razu poprosił Nadia o rękę.

Było to całkowicie naturalne i nieuniknione, ponieważ prawie zawsze byli razem we trójkę — Mikołaj, Nadia i ich mały Dimka.

Nadia w końcu znalazła swoje szczęście.

Mały chłopiec w autobusie wypowiedział do Nady słowa, które okazały się prorocze.

Nigdy nie sądziła, że tak się stanie, nawet nie miała nadziei, ponieważ wielokrotnie mówiono jej, że nie będzie mogła mieć dzieci.

Ale być może nie przypadkiem nosi imię Nadia.

Kiedy Nadia zdała sobie sprawę, że jest w ciąży, nie mogła uwierzyć w swoje szczęście! Po wykonaniu wielu testów myślała, że to tylko słodki sen!

Teraz Mikołaj i Nadieżda mają dwoje dzieci: syna Dymę i córkę Dinę.

Czasami Nadia z sentymentem wspomina tego szczęśliwego chłopca z mamą w autobusie.

Wydaje jej się, że to właśnie on swoim jasnym dziecięcym spojrzeniem przyciągnął to niesamowite i upragnione szczęście, które na zawsze stało się częścią jej życia!