O trzeciej nad ranem ktoś zaczął mocno i wielokrotnie pukać do naszych drzwi wejściowych. Spaliśmy, a ja nagle obudziłam się z przerażeniem, jakby coś mną potrząsnęło. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było spojrzenie na zegar – była godzina 03:00. Serce mi zamarło.

„Kto mógłby się pojawić o tej porze…?” – szepnęłam, budząc męża.
W tym momencie w domu rozległo się kolejne pukanie, a następnie dzwonek do drzwi. Ostry dźwięk przebił ciemność i ciszę.
„Proszę, idź sprawdzić… może coś się stało” — powiedziałam, starając się zachować spokojny głos, mimo że niepokój ściskał mi klatkę piersiową.
Mój mąż podszedł do przedpokoju. Zatrzymał się, aby nasłuchiwać, a następnie pochylił się, aby spojrzeć przez wizjer — i natychmiast odskoczył.
„Nie rozumiem…” mruknął. „Przed naszymi drzwiami stoi duży pies. Doberman. On… on naprawdę dzwoni do drzwi”.
„Co?” Podeszłam bliżej, patrząc na niego. „Może po prostu przypadkowo nacisnął dzwonek?”.
Ale dzwonek zadzwonił ponownie – głośno, wyraźnie i celowo.
„Co powinniśmy zrobić?” – zapytałam. „Otworzyć czy nie?”

Wahaliśmy się przez kilka sekund, ale coś w tej chwili wydawało się pilne, celowe. W końcu mój mąż powoli otworzył drzwi… i to, co zobaczyliśmy, oszołomiło nas.
Na progu stał doberman, spięty i drżący. Zaledwie kilka metrów dalej, na betonowej ścieżce, leżał mężczyzna – całkowicie nieprzytomny.
Pies podbiegł do mężczyzny, a potem z powrotem do nas, wyraźnie próbując pokazać, że potrzebuje pomocy.
Natychmiast wezwaliśmy karetkę. Podczas oczekiwania doberman nie odstępował swojego właściciela, cicho skomląc i szturchając go nosem, desperacko próbując go obudzić.
Później dowiedzieliśmy się, że mężczyzna zasłabł podczas spaceru – nagły spadek ciśnienia krwi spowodował, że stracił przytomność. Gdyby pomoc przybyła choćby nieco później, sytuacja mogłaby zakończyć się zupełnie inaczej.

Kiedy ratownicy zabrali go, jeden z lekarzy potrząsnął głową z niedowierzaniem.
„Macie szczęście, że ten pies potrafi zadzwonić do drzwi. Praktycznie uratował życie swojemu właścicielowi”.
Okazało się, że mężczyzna nauczył dobermana naciskać dzwonek do drzwi jako część zabawy – „na wszelki wypadek”. Żadne z nich nie wyobrażało sobie, że pewnego dnia pies wykorzysta tę umiejętność w rzeczywistości, w sytuacji, która będzie miała znaczenie dla życia lub śmierci.
Po odjeździe karetki staliśmy przez długi czas w ciszy na ganku, wciąż próbując przetrawić to, czego właśnie doświadczyliśmy w środku nocy.
