Wcześniej nawet nie zastanawiałam się, ile przydatnych rzeczy po prostu lądowało w moim koszu na śmieci. Odcięłam końcówkę marchewki — tam. Została główka selera – też tam. Aż pewnego dnia przypadkiem zobaczyłam, jak moja przyjaciółka włożyła pęczek zielonej cebuli do szklanki z wodą na parapecie, a już po tygodniu wyrosły z niej świeże zielone pędy. Pomyślałam wtedy: ileż to wszystkiego po prostu wyrzuciłam w ciągu swojego życia?
Od tamtej pory w mojej kuchni pojawił się mały nawyk. Zanim coś wyrzucę do kosza, zatrzymuję się na chwilę i zadaję sobie pytanie: a co, jeśli to jeszcze żyje? A co, jeśli z tego wyrośnie coś nowego? I wiecie co, bardzo często odpowiedź okazuje się twierdząca.
Zielenina, która odrasta sama
Najłatwiej zacząć od tego, co prawie zawsze mamy pod ręką. Zielona cebula to prawdziwy skarb dla tych, którzy nie chcą zbędnego wysiłku. Nie wyrzucajcie białych korzeni z niewielkim kawałkiem cebulki. Wstawcie je do zwykłej szklanki z wodą tak, aby korzenie znajdowały się w wodzie, a odcięte końcówki były skierowane do góry.
Trzymaj szklankę na jasnym parapecie. Już po dwóch-trzech dniach pojawią się nowe zielone pędy, a mniej więcej po tygodniu znów będziesz mieć cebulę do ziemniaków lub sałatki. Wodę wymieniaj co dwa dni, w przeciwnym razie zacznie mętnieć i nieprzyjemnie pachnieć.
Zwykła cebula i czosnek również chętnie wypuszczają zielone pędy. Takie delikatne pędy czosnku ścinam i dodaję do omletu lub zupy — mają łagodniejszy smak niż sama główka i są bardzo smaczne.
Największe zaskoczenie sprawiła mi kiedyś marchewka. Z samego odcięcia korzenia oczywiście nic nie wyrośnie, ale za to bardzo łatwo można uzyskać soczystą, ażurową zieleninę. Odetnij wierzchołek marchewki na długość około dwóch centymetrów i umieść go, przeciętą stroną do dołu, w płytkim talerzu z wodą. Po kilku dniach pojawi się kręcona nać.
Można ją dodawać do sałatek, zielonych sosów lub po prostu drobno posiekać i dodać do zupy zamiast pietruszki.

Seler i sałata — moje ulubione rośliny na parapecie
Seler to właśnie ten przypadek, kiedy efekt wygląda niemal jak mały cud. Nie wyrzucajcie dolnej, twardej części główki, którą zazwyczaj odcinamy i wyrzucamy do śmieci. Umieśćcie ją ściętą stroną do góry w misce z wodą sięgającą na kilka centymetrów.
Postawcie miskę bliżej okna. Już po kilku dniach z samego środka zaczną wyrastać młode, jasnozielone listki. Kiedy trochę podrosną, a od spodu pojawią się korzonki, przesadźcie tę małą główkę do doniczki z ziemią – a zacznie rosnąć na dobre.
Dokładnie tak samo zachowuje się sałata liściasta i kapusta pekińska. Dolna część, umieszczona w wodzie, daje młode liście dosłownie w ciągu tygodnia. Nie wyrośnie z niej ogromna główka, jak na grządce, ale na pewno zdążycie kilka razy ściąć świeże listki do kanapki.
Bazylia, mięta i inne aromatyczne zioła z sadzonek
Do bazylii mam szczególną sympatię. Kupujecie na targu pęczek, część wykorzystujecie do potrawy, a kilka mocnych gałązek zostawiacie dla siebie. Usuńcie dolne listki, włóżcie gałązkę do szklanki z wodą i pozostawcie w jasnym miejscu.
Po tygodniu lub półtora u podstawy pojawią się białe korzonki. Kiedy urosną na około dwa centymetry, przesadź sadzonkę do doniczki z luźną ziemią. W ten sposób w mojej kuchni wyrosła cała krzewinka, a latem zrywam liście prosto do świeżych pomidorów.
W ten sam sposób można ukorzenić miętę, melisę i rozmaryn. Aromatyczne zioła zawsze pod ręką przez cały rok — i nie trzeba ich za każdym razem kupować w sklepie.
Imbir, ziemniaki i bataty
Imbir rozmnaża się kawałkami kłącza. Wybierz jędrny, świeży korzeń, na którym widać małe pączki — jasne guzki przypominające oczka. Podziel go na części tak, aby na każdej z nich znajdowało się co najmniej jedno takie oczko, a następnie niegłęboko wkop je do doniczki z ziemią, pączkami do góry.
Imbir lubi ciepło, ale nie znosi bezpośredniego, palącego słońca, dlatego najlepiej umieścić go w ciepłym miejscu z lekkim zacienieniem. Rośnie powoli, ale obserwowanie tego procesu jest bardzo interesujące.
Ziemniaki i bataty same dają znać, kiedy są gotowe do sadzenia. Na pewno zauważyliście białe lub fioletowe kiełki, które pojawiają się na bulwach, jeśli trochę się przeleżały. Zamiast wszystko to odcinać i wyrzucać, pokrójcie bulwę na części tak, aby na każdej z nich był kiełek, lekko osuszcie miejsca cięcia i posadźcie w ziemi. Na grządce lub nawet w dużym wiadrze z drenażem może to dać nowy plon.
Kilka wskazówek, których kiedyś mi brakowało
Wodę należy regularnie wymieniać. Najlepiej robić to raz na jeden–dwa dni, używając świeżej wody o temperaturze pokojowej. Zastój i mętna woda to główna przyczyna, dla której korzenie zaczynają gnić, a nie rosnąć.
Należy używać wody przefiltrowanej lub odstanej. Młode korzenie nie znoszą chloru z kranu. Jeśli nie masz filtra, po prostu wlej wodę do słoika wieczorem i pozostaw ją do rana.
Potrzebne jest światło, ale bez przesady. Jasny parapet jest idealny, ale bezpośrednie południowe promienie słońca latem mogą dosłownie spalić delikatne pędy. Okno wychodzące na wschód lub zachód to najlepszy wybór.
Nie zalewaj rośliny całkowicie. W wodzie powinna znajdować się tylko dolna część — korzenie i miejsce cięcia. Jeśli zanurzysz liście, szybko zaczną gnić.
Przesadzajcie w odpowiednim czasie. Woda pomaga poczekać na pojawienie się korzeni, ale roślina nie przetrwa w niej zbyt długo. Gdy tylko korzenie trochę urosną, przenieście ją do doniczki z ziemią. Do uprawy zielonych warzyw nadaje się zwykła uniwersalna ziemia do sadzonek, a odrobina popiołu drzewnego lub nawozu organicznego sprawi, że liście będą gęstsze.
Oznaczaj pojemniki. Jeśli, tak jak ja, stawiasz od razu kilka słoików i miseczek, po kilku dniach łatwo zapomnieć, gdzie jest marchew, a gdzie seler. Prosta papierowa naklejka wygląda zabawnie, ale bardzo się przydaje.
Dlaczego teraz inaczej patrzę na kosz na śmieci
Odkąd na moim parapecie pojawił się ten mały ogródek z resztek kuchennych, w kuchni jest mniej śmieci, a w domu więcej zieleni. Oczywiście nie uwolni to rodzinnego budżetu od wszystkich wydatków, ale miło jest wiedzieć, że pęczek cebuli lub bazylii rośnie sam, a nie jest kupowany trzy razy w tygodniu.
Jest w tym też coś bardzo uspokajającego. Rano wkładam korzonek do wody, a po kilku dniach widzę pierwsze zielone pędy – i sam nastrój staje się lepszy. Teraz, zanim coś wyrzucę, zawsze zastanawiam się: a może to jeszcze wykiełkuje?
