— Marta, to naprawdę wydarzyło się nagle. Karolinę dzisiaj dosłownie wyrzucono z wynajmowanego mieszkania. Właścicielka dowiedziała się, że nie mieszka tam sama, tylko razem z Kamilem, chociaż w umowie nie było o tym ani słowa. Potem wyszło jeszcze na jaw, że urządzali głośne spotkania, a sąsiadka kilka razy składała skargi. W końcu kobieta straciła cierpliwość. Kazała im spakować rzeczy i po prostu wystawiła oboje za drzwi.
Wracając wieczorem po wyjątkowo ciężkim dniu w pracy, Marta miała w głowie zupełnie inny plan na resztę dnia. Chciała zrobić prostą kolację, nalać sobie gorącej wody do wanny, a później obejrzeć kilka odcinków lekkiego serialu i wreszcie odpocząć. Jednak zaraz po wejściu do mieszkania zobaczyła w przedpokoju dwie pary obcych butów. Najwyraźniej Piotr znowu zaprosił kogoś bez uprzedzenia.
W salonie, rozłożeni wygodnie na kanapie, siedzieli jego młodsza siostra Karolina oraz jej kolejny partner, Kamil. Młody mężczyzna miał przewieszony przez ramię aparat fotograficzny i z ogromnym przejęciem o czymś opowiadał, gestykulując przy tym tak energicznie, jakby odgrywał całą historię. Karolina śmiała się głośno i przeglądała album leżący na jej kolanach. Tylko Piotra nigdzie nie było.
Marta zatrzymała się w progu.
— Karolina? Co ty tutaj robisz?
Śmiech urwał się natychmiast. Siostra Piotra drgnęła i spojrzała na Martę z miną kogoś przyłapanego na czymś, czego nie powinien robić.
— O, Martuś, cześć! — odezwała się szybko. — Piotrek nas zaprosił. Mówił, że na pewno nie będziesz miała nic przeciwko.
Marta zmarszczyła brwi. Nikt do niej nie dzwonił. Nikt też nie uznał za stosowne uprzedzić jej, że po powrocie z pracy zastanie w mieszkaniu gości. Już chciała zapytać, co właściwie się dzieje, kiedy usłyszała obracający się w zamku klucz.
Po chwili do przedpokoju wszedł Piotr. W obu rękach niósł wypchane po brzegi torby z zakupami.
— Jestem! — sapnął, odstawiając ciężary na podłogę. — W sklepie był taki tłum, że myślałem, że nigdy stamtąd nie wyjdę. Zanim wszystko znalazłem, zanim odstałem swoje przy kasie… prawie godzinę mi zeszło.
Spojrzał na żonę i od razu dostrzegł jej napiętą twarz. Wystarczyła mu sekunda, żeby zrozumieć, że czeka go niezbyt przyjemna rozmowa.
— Marta, posłuchaj. Naprawdę nie planowałem tego wcześniej. Karolinę wyrzucono dzisiaj z mieszkania. Właścicielka odkryła, że Kamil praktycznie się do niej wprowadził, choć wynajmowała lokal tylko jednej osobie. Do tego sąsiedzi zaczęli narzekać na hałas. Okazało się, że kilka razy robili tam imprezy. Właścicielka w końcu nie wytrzymała i kazała im natychmiast zabrać wszystkie rzeczy.
Marta przeniosła wzrok na Karolinę. Ta jedynie wzruszyła ramionami, jakby cała sytuacja była efektem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, na który absolutnie nie miała wpływu.
— Nie sądziliśmy, że aż tak się zdenerwuje — powiedziała. — A teraz naprawdę nie mamy dokąd pójść. Chyba nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli zostaniemy tutaj z Kamilem kilka dni?
— Kilka dni? — powtórzyła powoli Marta.
Dopiero w tej chwili w pełni dotarło do niej, że spokojny wieczór, na który czekała przez cały dzień, właśnie przestał istnieć.
Milczała przez kilka sekund, próbując pohamować irytację. Miała ochotę powiedzieć znacznie więcej, lecz ostatecznie odezwała się spokojnym, zdecydowanym tonem:
— Dobrze. Ale kilka dni oznacza kilka dni. Żadnych imprez, wrzasków ani zostawiania bałaganu wszędzie dookoła. Nie zamierzam was obsługiwać ani sprzątać po trojgu dorosłych ludzi.
— Jasne, Martuś! Oczywiście! — zapewniła natychmiast Karolina. — Będziemy cicho jak myszy. Nawet nie zauważysz, że tu jesteśmy.
— Dzięki — powiedział Piotr z wyraźną ulgą i objął żonę ramieniem.
— I od razu zaczniemy szukać czegoś dla siebie — dorzuciła Karolina. — Obiecuję, że szybko załatwimy sprawę.
Wyglądała przy tym tak zadowolona, jak nastolatka, której właśnie pozwolono nocować u najlepszej koleżanki. Zerwała się z kanapy i ruszyła do kuchni, żeby zajrzeć do zakupów. Marta westchnęła i poszła za nią.
Torby były pełne. Piotr kupił kilka puszek piwa, chipsy, pierogi, kurczaka, filet z indyka, makaron, dużą butelkę oranżady, warzywa oraz trochę owoców.
Karolina natychmiast wyciągnęła paczkę chipsów, rozerwała ją i usiadła przy stole. Zaczęła chrupać z takim zadowoleniem, jakby przyjechała na weekend do pensjonatu, a nie właśnie prosiła rodzinę o dach nad głową.
Piotr i Kamil zabrali po puszce piwa i wrócili do salonu. Nie minęła minuta, gdy z pokoju ponownie dobiegły głośne rozmowy i śmiech.
Marta została przy kuchence sama.
Wyjęła kurczaka i makaron. Czterdzieści minut później postawiła na stole prostą kolację: podsmażone mięso z przyprawami i makaron. Nic wyszukanego, ale pachniało dobrze i było sycące.
Kiedy zawołała wszystkich do stołu, jedzenie zniknęło niemal natychmiast.
Nikt jej nie podziękował.
Nikt nie zapytał, czy pomóc posprzątać.
Nikt nawet nie odniósł własnego talerza do zlewu.
Karolina, najedzona i wyraźnie zadowolona, wróciła do salonu. Kamil i Piotr wznowili rozmowę, a chwilę później otworzyli kolejne piwo.