Po treningu Wiktoria spieszyła do domu: obiecała mężowi ugotować jego ulubioną zupę rybną

Po zajęciach Wiktoria niemal biegła do mieszkania. Jeszcze rano zapewniła męża, że wieczorem zrobi zupę rybną, którą tak lubił. Gdy weszła do środka, zaskoczył ją widok Marka siedzącego samotnie przy kuchennym stole. Przed nim stał kieliszek wina, a butelka była już otwarta.

— No proszę, zacząłeś beze mnie? Marek, naprawdę nie mogłeś poczekać? Zaraz chociaż przygotuję coś do przegryzienia…

— Nie trzeba. Usiądź. Musimy porozmawiać.

Wiktoria zatrzymała się w pół kroku. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. Był posępny, spięty i dziwnie zagubiony, jakby w ciągu jednego wieczoru przybyło mu kilka lat. Co mogło się wydarzyć?

— Nie wiem, jak ci to powiedzieć… Dobrze, bez owijania. Kasia, moja sekretarka, jest ze mną w ciąży. Odchodzę do niej.

— Naprawdę? — Wiktoria patrzyła na niego przez chwilę bez słowa. — Jak w kiepskim serialu. Od dawna to trwa?

— Mniej więcej rok. Właściwie od początku, odkąd zaczęła u mnie pracować, dawała mi do zrozumienia, że jej się podobam. A ja… nie potrafiłem się zatrzymać. Jest młoda, piękna, pogodna, pełna energii. Przypominała mi ciebie sprzed lat. Zakochałem się jak nastolatek. Chciałem od razu wszystko ci powiedzieć, naprawdę. Tylko zabrakło mi odwagi. Było mi ciebie żal…

Teraz jednak nie mam już wyboru. Niedługo zostaniemy rodzicami. Wiesz przecież, że zawsze chciałem mieć własne dziecko. Michała kocham jak syna, ale nie jest moim biologicznym dzieckiem. A ja chciałem mieć dziedzica, komuś kiedyś przekazać firmę. Rozumiesz? Przy Kasi znowu czuję się młody. Chyba dopadł mnie ten cały kryzys wieku średniego. Słyszałaś o czymś takim.

Wika, wiem, że zachowałem się podle. Ale ciebie ani Michała nie zostawię bez pomocy. Mieszkanie i samochód zostają wam. Będę przelewał pieniądze, nie musisz się martwić. Za studia Michała też zapłacę, tak jak obiecałem. Kupiłem już nowy dom i przepisałem go na Kasię. W końcu jest matką mojego przyszłego dziecka.

— Rozumiem, Marku. Przy takiej piękności jak Kasia trudno było ci się oprzeć, zwłaszcza skoro jesteś takim prawdziwym mężczyzną. Dziecka oczywiście porzucić nie możesz, to byłoby niegodne. Za pomoc finansową dziękuję, nie zamierzam udawać dumnej i odmawiać. Może zacznę podróżować i wreszcie trochę pożyję dla siebie.

Kiedy zamierzasz się wyprowadzić? Pomóc ci spakować rzeczy?

Marek patrzył na żonę z rosnącym zdumieniem. Jej spokój był wręcz niepokojący. Nie płakała, nie krzyczała, nie rzucała oskarżeń. Może jednak tak było lepiej. Bez scen, awantur i łez.

— No cóż, żegnaj, mężu. Dziękuję za wszystkie lata, które spędziliśmy razem. Było mi z tobą dobrze. Widocznie życie ułożyło nam inny plan. Może jeszcze kiedyś kogoś pokocham i będę szczęśliwa z innym mężczyzną. Idź już. Kasia pewnie siedzi jak na szpilkach i wyobraża sobie, że kurczowo trzymam cię za rękaw i nie chcę wypuścić.

Marek szybko chwycił walizki, uśmiechnął się niezręcznie i ruszył w stronę windy.

Kiedy drzwi mieszkania zamknęły się za nim, Wiktoria wróciła do kuchni. Wyjęła z lodówki butelkę szampana, otworzyła ją, nalała pełny kieliszek i wypiła. Mąż ją zostawił. Sama ta myśl brzmiała tak absurdalnie, że trudno było w nią uwierzyć.

Nigdy nie przypuszczała, że coś podobnego spotka właśnie ją. Przez wszystkie lata ich małżeństwo było spokojne. Może nie płonęło wielką namiętnością, ale były w nim przywiązanie, bliskość, przyzwyczajenie i wzajemny szacunek.

Dość. Nie będzie siedzieć i rozczulać się nad sobą. Skoro zaczyna się nowe życie, trzeba nauczyć się nowych zasad. Zajęcie sobie znajdzie, a część przyjemności sfinansuje były mąż. Rezygnować z pieniędzy tylko po to, by udowodnić własną dumę, byłoby zwyczajnie nierozsądne. Z pieniędzmi można przecież pozwolić sobie na znacznie więcej. Trzeba było tylko oswoić się z nową rolą — kobiety, którą porzucono.

I rzeczywiście, codzienność Wiktorii szybko nabrała tempa. Zapisała się na taniec i chodziła na zajęcia po pracy. W weekendy wybierała się do muzeów, do kina albo na trening. Nie musiała też wszędzie chodzić sama. Sąsiadka Irenka, również samotna, chętnie jej towarzyszyła.

Michał studiował w innym mieście i rzadko przyjeżdżał do domu. Wiktoria po raz pierwszy od dawna miała więc życie prawie wyłącznie dla siebie. Gotowała to, na co sama miała ochotę. Nie musiała dopasowywać jadłospisu, planów ani wolnego czasu do czyichś zachcianek. Robiła to, co sprawiało jej przyjemność, i nikt nie próbował jej ograniczać. O nowym związku nawet nie myślała. Samotność wcale nie okazała się taka zła.

Rozwód z Markiem przebiegł spokojnie, bez wielkich sporów. Na korytarzu sądu Wiktoria zobaczyła przelotnie Kasię. Trzeba było przyznać — była naprawdę bardzo atrakcyjna. Jej były mąż najwyraźniej zawsze miał dobry gust.

Po treningu Wiktoria spieszyła do domu: obiecała mężowi ugotować jego ulubioną zupę rybną

Marek zgodnie z obietnicą co miesiąc przelewał jej pieniądze. Wiktoria była mu wdzięczna za tę hojność. Wiedziała, że może sobie na to pozwolić: interes świetnie prosperował, więc wsparcie dla niej i Michała nie było dla niego większym ciężarem. Traktowała to trochę jak podziękowanie za wspólnie przeżyte lata. Podejrzewała też, że Kasia o tych przelewach nie wie. Gdyby wiedziała, zapewne nie byłaby zachwycona.