Wzięłam wolne, bo czułam się fatalnie, wróciłam do domu i od razu schowałam się pod kołdrą. Nagle obudził mnie dźwięk klucza obracającego się w zamku. Mąż miał być w delegacji, więc nikogo się nie spodziewałam. Ukryłam się za kanapą i zamarłam: do mieszkania wszedł właśnie on. Podszedł do łóżka, wylał na nie jakąś ciecz, po czym równie cicho wyszedł…

O szóstej trzydzieści budzik odezwał się ostrym, przenikliwym dźwiękiem. Anna z trudem uniosła powieki. Skronie pulsowały bólem, całe ciało było obolałe, a gardło piekło tak mocno, że nawet łyk wody sprawiał jej wyraźny dyskomfort. Spróbowała usiąść, lecz nogi miała ciężkie i jakby nie swoje, więc po chwili opadła z powrotem na poduszkę. Za oknem bez przerwy padał deszcz, a nisko zawieszone, stalowoszare chmury przygniatały dachy domów i tylko potęgowały wrażenie zupełnego rozbicia.

Miejsce obok było już puste. Jej mąż, Michał, jak zwykle wyszedł do pracy około siódmej. Zanim zamknął drzwi, pochylił się nad nią, delikatnie pocałował ją w czoło i powiedział:

— Powinnaś dziś odpocząć. Ostatnio zupełnie się nie oszczędzasz.

Anna odpowiedziała bladym uśmiechem:

— Nic mi nie będzie. Muszę dziś oddać ważny raport, nie mogę nie przyjść.

Michał tylko pokręcił głową.

— Ciągle myślisz wyłącznie o pracy. Zadbaj wreszcie o siebie.

Kiedy wyszedł, Anna jeszcze przez kilka minut leżała nieruchomo i patrzyła w sufit, po czym zmusiła się, by wstać.

W łazienkowym lustrze zobaczyła twarz kobiety, której niemal nie rozpoznawała. Była blada, oczy miała zaczerwienione i opuchnięte. Termometr pokazał 38,7 stopnia. Anna ciężko westchnęła. Przez osiem lat pracy jako księgowa prawie nigdy nie zostawała w domu z powodu choroby, nawet wtedy, gdy czuła się naprawdę fatalnie. Zawsze uważała, że nie wolno zawodzić współpracowników ani przerzucać na nich własnych obowiązków. Tego ranka jednak organizm wyraźnie odmówił dalszej współpracy. Odszukała numer przełożonego i zadzwoniła.

— Panie Pawle, bardzo przepraszam, ale dziś naprawdę źle się czuję. Czy mogłabym wziąć dzień wolny?

— Oczywiście. I proszę nawet nie myśleć o przyjeżdżaniu do biura — odpowiedział bez wahania szef. — Proszę dojść do siebie. Praca poczeka.

Anna podziękowała i zakończyła rozmowę. Później zeszła do niewielkiej apteki niedaleko domu, kupiła potrzebne leki, herbatę, słoik miodu oraz kilka cytryn. Gdy wróciła do mieszkania, zakręciło jej się w głowie tak mocno, że omal nie osunęła się na podłogę już w przedpokoju. Szybko przebrała się w domowe ubrania, połknęła tabletki, zaparzyła gorącą herbatę i, nie zdejmując nawet grubych skarpet, wsunęła się pod kołdrę. Po kilku minutach poczuła lekką ulgę. Powieki zrobiły się ciężkie i sen zaczął ją zabierać. Właśnie odpływała, gdy usłyszała cichy klik, jakby ktoś otworzył drzwi wejściowe. Ocknęła się natychmiast.

Spojrzała na elektroniczny zegarek. Była 11:15.

„Pewnie sąsiedzi” — pomyślała.

Po chwili jednak z przedpokoju dobiegł odgłos ostrożnych, stłumionych kroków. Nie, to nie było złudzenie. Ktoś naprawdę znajdował się w mieszkaniu. Anna powoli podniosła się z łóżka, czując, że serce zaczyna bić coraz szybciej. Michał nigdy nie wracał z pracy o tej porze. Bezszelestnie podeszła do drzwi sypialni i uchyliła je na zaledwie kilka centymetrów. Od strony kuchni dochodziły przyciszone głosy. Jeden rozpoznała od razu — należał do Michała. Drugi był kobiecy i zupełnie obcy. Annę ścisnęło boleśnie w piersi.

— Nie martw się, o tej porze na pewno jest w pracy — powiedział cicho Michał.

Kobieta zaśmiała się pod nosem.

— To świetnie. Będziemy mogli spokojnie przejrzeć wszystkie dokumenty.

„Jakie dokumenty?” — przemknęło Annie przez głowę. Spodziewała się usłyszeć coś całkiem innego. Przez wąską szczelinę widziała fragment kuchni. Michał i nieznajoma siedzieli naprzeciwko siebie przy stole. Leżała na nim gruba teczka, kilka kartek, koperty oraz otwarty laptop. Anna wstrzymała oddech i zaczęła przysłuchiwać się uważniej.

— Jesteś pewien, że niczego nie podejrzewa? — zapytała kobieta.

— Absolutnie — odparł spokojnie Michał. — Dla niej to będzie prawdziwa niespodzianka.

Anna zmarszczyła brwi. O jakiej niespodziance mówili? I dlaczego jej mąż musiał zakradać się do własnego mieszkania? Skąd ta pewność, że żona będzie w pracy? Pytań pojawiało się coraz więcej. Już chciała szerzej otworzyć drzwi i wyjść do nich, kiedy usłyszała kolejne słowa:

— Najważniejsze, żeby skończyć wszystko przed jej urodzinami.

Kobieta skinęła głową.

— Wtedy wyjdzie idealnie.

Niepokój Anny nieco osłabł. Może Michał rzeczywiście szykował dla niej prezent? Tylko po co aż taka konspiracja? W następnej chwili mąż wyciągnął z teczki kilka fotografii.

Anna znieruchomiała. Na zdjęciach była ona sama, kilka lat młodsza, podczas firmowego wieczoru. Obok niej stał jej dawny przełożony, z którym w tamtym okresie miała dość napięte relacje. Doskonale pamiętała te fotografie. Powstały zupełnie przypadkiem, ale koledzy z pracy jeszcze długo żartowali z ich powodu. Anna wówczas machnęła na to ręką i śmiała się razem z nimi, a Michał sprawiał wrażenie, jakby zdjęcia w ogóle go nie obeszły. Dlaczego więc teraz rozkładał je na stole?

— Znalazłem je w starym albumie — powiedział Michał, układając fotografie obok siebie. — Zawsze twierdziła, że nie znosi wspominać tamtego wieczoru, ale mam wrażenie, że to jedne z niewielu zdjęć, na których uśmiecha się naprawdę. Pamiętasz, jak mówiłem ci, że właśnie wtedy poznaliśmy się po raz pierwszy?

Kobieta uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

— Jasne, że pamiętam. Dlatego chcesz zrobić dla niej kolaż?

— Nie tylko — odpowiedział tajemniczo Michał i wyjął z koperty kilka biletów. — Lecimy do Gdańska. Na całe dwa tygodnie. Chcę, żeby w dniu urodzin wreszcie przypomniała sobie, jak to jest odpoczywać i nigdzie się nie spieszyć. Te zdjęcia trafią do albumu, który jej podaruję. Chcę oddać jej nasze wspólne wspomnienia. Ostatnio pracuje tyle, że prawie zapomniała, jak kiedyś spacerowaliśmy po Długim Targu, piliśmy grzane wino i śmialiśmy się bez żadnego powodu. Znasz przecież jej przyjaciółkę Ewę. Zgodziła się pomóc mi wszystko zorganizować. Musiałem tylko odebrać od niej klucze i dokumenty do apartamentu w Gdańsku.

Kobieta parsknęła cichym śmiechem.

— I naprawdę nadal o niczym nie wie?

— O niczym. Powiedziałem jej, że Ewa wyjechała służbowo do innego miasta. W rzeczywistości już jest na miejscu, sprawdza hotel i dopina wszystko przed naszym przyjazdem.

Anna przycisnęła dłoń do piersi. Serce nadal waliło szybko, lecz teraz nie ze strachu, tylko z ulgi i nagłej, przejmującej czułości. Przypomniała sobie, jak niedawno żaliła się Michałowi, że od kilku lat nie miała prawdziwego urlopu, że marzy jej się spokojny spacer nad Motławą, ale każdą podróż odkłada przez pracę. A on, jak się okazało, usłyszał i zapamiętał każde słowo. Po cichu przygotował wszystko w najmniejszym szczególe, a do pomocy wciągnął nawet jej przyjaciółkę. Tymczasem ona, stojąc za drzwiami, zdążyła wyobrazić sobie najgorsze.

Wyszła z sypialni. W ciszy jej kroki zabrzmiały zaskakująco głośno. Michał odwrócił się natychmiast. Kiedy zobaczył żonę, najpierw gwałtownie pobladł, a po sekundzie cała twarz zrobiła mu się czerwona.

— Aniu? Ty… co ty robisz w domu? — zapytał zdezorientowany, próbując zasłonić dłońmi otwartą teczkę.

— Wzięłam wolne — odpowiedziała cicho, czując, jak do oczu napływają jej łzy. — Mam gorączkę. Myślałam, że wyjechałeś służbowo…

Michał natychmiast zerwał się z krzesła, podszedł do niej i ostrożnie dotknął dłonią jej czoła.

— Boże, przecież ty cała płoniesz! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? A ja nawet cię nie uprzedziłem, że wrócę… Byłem przekonany, że jesteś w pracy. Chciałem wszystko przygotować wcześniej, a potem zrobić ci niespodziankę. Wybacz mi, zachowałem się jak kompletny idiota.

Kobieta siedząca przy stole również wstała. Dopiero teraz Anna rozpoznała w niej Ewę. Przyjaciółka uśmiechnęła się nieco niezręcznie.

— Aniu, naprawdę nie chcieliśmy cię przestraszyć. To wszystko pomysł Michała. Wiesz przecież, że jest niepoprawnym romantykiem — powiedziała, wskazując na leżące obok bilety. — Chcieliśmy tylko przygotować ci coś wyjątkowego.

Anna przez chwilę nic nie mówiła. Patrzyła na męża i widziała w jego oczach szczere poczucie winy. W dłoni wciąż trzymał stare fotografie. Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego wybrał właśnie te ujęcia: na każdym wyglądała na szczęśliwą i beztroską, bez zwyczajnego napięcia, zmęczenia i niepokoju. To były zdjęcia z czasu, kiedy potrafiła po prostu być sobą.

— Dziękuję — wyszeptała w końcu i zrobiła krok w jego stronę. — Nawet nie wiesz, jak bardzo marzę o tym, żeby zobaczyć Gdańsk. I jak bardzo chcę, żebyś pojechał tam ze mną.

Michał objął ją ostrożnie, niemal z obawą, że mógłby sprawić jej ból.

— Jutro z samego rana idziemy do lekarza — oznajmił stanowczo. — I nie chcę więcej słyszeć o pilnych raportach. Mam tylko jedną ciebie.

Ewa położyła klucze na brzegu stołu i odezwała się cicho:

— Zadzwonię jutro, dobrze? A teraz naprawdę powinniście odpocząć. Wracaj szybko do zdrowia, Aniu.

Gdy przyjaciółka wyszła, Michał posadził żonę na kanapie, otulił ją miękkim kocem i przygotował herbatę z miodem.

— Bardzo się na mnie gniewasz za całe to przedstawienie? — zapytał, siadając obok.

— Gniewam się — odpowiedziała Anna z uśmiechem i oparła głowę na jego ramieniu. — Ale tylko trochę. Za to teraz czekają mnie całe dwa tygodnie urlopu, z którego na pewno nie zrezygnuję.

Za oknem deszcz nadal jednostajnie szumiał, ale Annie wydawało się, że w mieszkaniu zrobiło się nagle cieplej i jaśniej. Zamknęła oczy i po raz pierwszy od bardzo dawna pozwoliła sobie po prostu spokojnie oddychać, bez myślenia o liczbach, tabelach, raportach i terminach, które nigdy się nie kończyły. Obok siedział człowiek, który kochał ją na tyle mocno, by w tajemnicy szykować niezwykłą niespodziankę, ryzykując przy tym, że w każdej chwili zostanie przyłapany.

Następnego ranka Anna obudziła się nie przez ostry dźwięk budzika, lecz przez ciepły zapach świeżo smażonych naleśników. Michał stał przy kuchence, nucił pod nosem jakąś starą melodię i uśmiechał się do siebie.

— Nawet nie próbuj wstawać — powiedział, kiedy zauważył, że żona otworzyła oczy. — Przyniosę ci śniadanie prosto do łóżka. I jeszcze jedno: wylatujemy już za tydzień. Zdążyłem zadzwonić do twojego szefa i wszystko z nim ustalić.

Anna roześmiała się, zaraz potem zaniosła kaszlem, ale po raz pierwszy od kilku dni poczuła, że osłabienie zaczyna powoli ustępować. I od tej chwili nie miała już wątpliwości, że te urodziny będą najpiękniejsze w jej życiu. Nie dlatego, że czekała ją sama podróż. Ten wyjazd był czymś więcej niż prezentem. Przypominał jej, że nie jest wyłącznie księgową, która bez końca rozwiązuje cudze problemy, pilnuje terminów i bierze na siebie kolejne obowiązki. Była także ukochaną kobietą — kimś, kogo się ceni, na kogo się czeka i dla kogo można zdobyć się na najbardziej niespodziewane, sekretne, a nawet odrobinę szalone gesty.