Wróciłam do domu wcześniej, a Grisha przywitał mnie niezwykłym uśmiechem i propozycją masażu stóp — czego nigdy wcześniej nie robił. Chciałam wierzyć, że to przejaw dobroci, ale ciche kliknięcie dochodzące z łazienki podpowiedziało mi prawdę: mój mąż skrywał straszną tajemnicę.
Wszystko zaczęło się sześć lat temu. Miałam 29 lat, właśnie zakończyłam długi związek i czułam, że już nigdy nikogo nie znajdę.
I pewnego wieczoru w moim życiu pojawił się Grisha. Siedziałam w barze, popijając kieliszek wina po pracy, kiedy podszedł do mnie ze swoim pewnym siebie, lekkim uśmiechem.
„Nie masz nic przeciwko, jeśli usiądę?” – zapytał, wskazując na krzesło obok mnie.
Był wysoki, przystojny, a w jego oczach tańczyły iskierki. Był jednym z tych facetów, którzy wydawali się rozumieć wszystko o tym świecie. Uśmiechnęłam się nieśmiało i skinęłam głową.
Usiadł i od razu zaczął rozmowę. „Widzę, że miałaś długi dzień. Niech zgadnę – księgowa?”.
Roześmiałam się. „Prawie. Marketingowiec”.
„Aha, tak właśnie myślałem. Masz taką kreatywną, rozwiązującą problemy aurę” – powiedział z uśmiechem.
Od tego momentu byłam pod wrażeniem. Grisha potrafił sprawić, że czułam się zauważona, jakbym była najciekawszą osobą w pokoju. Zaczęliśmy się spotykać, a rok później pobraliśmy się.
Na początku wszystko było idealne. Był zabawny, czarujący i delikatny. Sprawiał, że czułam, że mogę wszystko. Myślałam, że wydobywa ze mnie wszystko, co najlepsze.
Ale z czasem zaczęły mnie niepokoić drobiazgi. Grzeszko nie chciał mieć dzieci. Mówił, że to nie jest odpowiedni moment, ale w głębi serca wiedziałam, że nigdy nie zmieni zdania. To łamało mi serce, ponieważ zawsze marzyłam o dużej rodzinie.
Był też jego zwyczaj stawiania wszystkich innych ponad mną. Jego brat potrzebował pomocy przy przeprowadzce? Grzeszko był na miejscu. Jego przyjaciele chcieli się zabawić? Bez wahania odwoływał nasze plany. Wmawiałam sobie, że po prostu taki jest, ale to mnie raniło.
Z biegiem lat nasze małżeństwo stało się czymś… cichym. Zbyt cichym. Iskra, która kiedyś była, zgasła. Bardziej przypominaliśmy współlokatorów niż parę.
Tego wieczoru po raz pierwszy od kilku tygodni wróciłam z pracy wcześniej. Byłam wyczerpana niekończącymi się spotkaniami i chciałam po prostu zdjąć buty i odpocząć.
Kiedy weszłam, Grisha czekał na mnie przy drzwiach. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który tworzył dołeczki.
„Ciężki dzień?” – zapytał, pochylając się, aby pocałować mnie w policzek.
„Tak” – odpowiedziałam, rzucając torbę na stolik. „Męczący”.
„Świetnie” – powiedział, klaszcząc w dłonie. „Może usiądziesz? Zrobię ci masaż stóp”.
Mrugnęłam. Grzeszko? Proponuje masaż stóp? Zwykle jęczał, kiedy prosiłam go, żeby podał mi pilota.
„Mówisz poważnie?” – zapytałam, unosząc brew.
„Oczywiście” – powiedział, prowadząc mnie do kanapy. „Zasługujesz na odrobinę luksusu”.
Zbyt zmęczona, by się kłócić, pozwoliłam mu zdjąć mi buty. Jego dłonie były zaskakująco delikatne, gdy masowały moje obolałe stopy.
„To… przyjemne” – powiedziałam z wątpliwością, zamykając oczy.
Roześmiał się, nieco głośniej niż powinien. „Czy facet nie może rozpieszczać swojej żony bez podejrzeń?”.
Wymusiłam uśmiech, ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. To nie był Grisha. Przynajmniej nie ten Grisha, z którym mieszkałam przez ostatnie kilka lat.
I wtedy usłyszałam ciche kliknięcie z korytarza.
Wyprostowałam się. „Słyszałeś to? Brzmi jak drzwi łazienki…”.
Grisza nerwowo się roześmiał. „Prawdopodobnie rury. Sama wiesz, jaki mamy stary dom”.
W środku wszystko mi się skurczyło. „Grisza, co się dzieje?”.
„Nic!” – powiedział, a jego głos stał się wyższy niż zwykle. „Jesteś po prostu zmęczona. Usiądź, zrelaksuj się…”
Nie zwracając na niego uwagi, wstałam i poszłam w kierunku łazienki.
„Zaczekaj!” – zawołał za mną, a w jego głosie zabrzmiała panika. „Dokąd idziesz?”
Korytarz wydawał się dłuższy niż zwykle, gdy szłam do łazienki. Puls dudnił mi w uszach, a z każdym krokiem moje zaniepokojenie rosło.
Kiedy otworzyłam drzwi łazienki, uderzyła mnie fala powietrza. Było ciepłe i wilgotne, jakby ktoś właśnie wyszedł spod prysznica. Lustro było lekko zaparowane.
Serce waliło mi jak młot, kiedy rozglądałam się po pokoju. I wtedy to zobaczyłam: tubkę szkarłatnej szminki na blacie.
Podniosłam go i podałam mu, kiedy podszedł niepewnie. „Czyj to jest?”
Twarz Grzeszka zbladła. „Eee… twój?”
„Nie obrażaj mnie” – odparłam. „Wiesz, że nie używam takiego koloru”.
Zanim zdążył odpowiedzieć, z sypialni dobiegło stłumione kichnięcie.
Zatrzymałam oddech. Spojrzałam na Griszę, który teraz wyraźnie się spocił.
„Nie chcesz tego wyjaśnić?” – zapytałam lodowatym głosem.
Wymamrotał: „To nic takiego. Naprawdę. Przysięgam…”.
Nie chciałam tego słuchać. Z bijącym sercem skierowałam się do sypialni.
Grysz pospieszył za mną, jego głos brzmiał desperacko. „Zaczekaj, nie rób tego!”.
Nie zwracając na niego uwagi, otworzyłam drzwi szafy.
Tam siedziała na piętach kobieta, przyciskając do piersi parę butów na wysokich obcasach. Wyglądała na przestraszoną, jak sarna zaskoczona nieoczekiwanie. Miała potargane włosy i była ubrana w jedwabny szlafrok, który od razu rozpoznałam – mój.
Wpatrywałam się w nią, mój umysł nie chciał w to uwierzyć. „Kim pani jest?” – zapytałam, a mój głos był ostrzejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
Powoli wstała, a jej twarz pokryła się rumieńcem. „To nie jest to, co pani myśli” – powiedziała, poprawiając szlafrok, jakby to mogło wszystko naprawić.
Grisha wszedł do pokoju z podniesionymi rękami, jakby próbował uspokoić dziką bestię. „Kochanie, proszę, pozwól mi wyjaśnić”.
Odwróciłam się do niego, a w mojej piersi narastała wściekłość. „Wyjaśnić? Wyjaśnić co, Grzeszku? Że w naszej sypialni ukrywa się nieznajoma kobieta? W moim szlafroku?” – wskazałam na kobietę, która teraz niezręcznie przestępowała z nogi na nogę.
„Posłuchaj, nie chciałam, żebyś się o tym dowiedziała w ten sposób” – powiedziała słabym głosem kobieta.
„Dowiedzieliście się o czym?” – wyrzuciłam z siebie drżącym głosem. „Że mój mąż jest kłamliwym zdrajcą? Że przyprowadza tu swoją dziewczynę, kiedy jestem w pracy? Nie próbujcie go bronić!”
„Kochanie, proszę, nie rób tego” – błagał Grzeszko, zbliżając się.
„Nie waż się nazywać mnie „kochaniem” – syknęłam, cofając się. – „Myślisz, że uda ci się wykręcić swoimi słodkimi słowami? Pakujcie się i wynoście się. Natychmiast. Oboje”.
Kobieta spojrzała na Griszę szeroko otwartymi oczami. „Mówiłeś, że jej nie będzie w domu”.
Jej słowa skręciły mi żołądek, ale nie pozwoliłam, by popłynęły łzy. Ponownie zwróciłam się do Griszy. „Wyprowadź ją z mojego domu. I nie waż się wracać”.
Grysz podniósł ręce, poddając się. „Daj mi tylko szansę, żebym mógł wyjaśnić…”.
„Wynoście się!” – krzyknęłam, a mój głos odbijał się echem od ścian.
Kobieta chwyciła buty i wybiegła z pokoju. Grysz zawahał się przez chwilę, otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Ale widząc wyraz mojej twarzy, najwyraźniej zmienił zdanie.
Wyszedł bez słowa, podążając za nią.
Stałam pośrodku sypialni, przytłoczona ciężarem tego, co się wydarzyło. Przez chwilę czułam się sparaliżowana. Ale potem coś się zmieniło.
To był mój dom. Moje życie. I nie pozwolę Grzeszowi więcej go niszczyć.
Wyjęłam pudełko z garażu i zaczęłam pakować jego rzeczy. Jego ubrania, przybory toaletowe, nawet głupia filiżanka do kawy, którą tak lubił — wszystko wylądowało w pudełku. Pracowałam szybko, metodycznie, nie pozwalając sobie na rozmyślania związane z każdym przedmiotem.
Kiedy skończyłam, zadzwoniłam do brata. „Możesz przyjechać?” – zapytałam, mój głos był spokojny, ale zmęczony.
„Oczywiście” – odpowiedział bez wahania. „Co się stało?”
„Grisia już nie żyje” – powiedziałam po prostu.
Mój brat przyjechał pół godziny później, a jego obecność była długo oczekiwanym ukojeniem. Nie zadawał wielu pytań, po prostu mnie przytulił i pomógł wynieść rzeczy Grisi do drzwi wejściowych.
Kiedy Grisha wrócił następnego wieczoru, byłam gotowa.
Wszedł, wyglądając na winnego i pełnego nadziei. „Możemy porozmawiać?” – zapytał cicho.
Wskazałam na stos jego rzeczy przy drzwiach. „Nie, Grisha. To koniec między nami”.
„Proszę, po prostu mnie wysłuchaj…”
„Nie chcę tego słuchać” – powiedziałam stanowczo. „Zabierz swoje rzeczy i odejdź”.
Stał przez chwilę, jakby myślał, że mogę zmienić zdanie. Kiedy tego nie zrobiłam, westchnął, chwycił swoje rzeczy i po raz ostatni wyszedł za drzwi.
Następnego dnia złożyłam wniosek o rozwód. To było dziwne, niemal surrealistyczne, ale jednocześnie czułam się, jakby spadł mi ciężar z barków.
W ciągu następnych kilku miesięcy zaczęłam odzyskiwać swoje życie. Przeprowadziłam remont w domu, wypełniając go rzeczami, które sprawiały mi radość. Spędzałam czas z przyjaciółmi i rodziną, z ludźmi, którzy przypominali mi, kim byłam przed spotkaniem z Gruszą.
Nie było to łatwe. Były chwile, kiedy czułam złość, ból i samotność. Ale z każdym dniem czułam się trochę lżejsza. Trochę bardziej wolna.
Pewnego wieczoru, siedząc w moim świeżo wyremontowanym salonie, rozejrzałam się i zrozumiałam: jestem szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa.
Zdrada Grzeszka była bolesna, ale stała się również sygnałem alarmowym. Spędziłam tyle czasu, próbując uratować nasze małżeństwo, że zapomniałam o własnej wartości. Teraz w końcu postawiłam siebie na pierwszym miejscu.
Zamykając rozdział dotyczący mojego małżeństwa, z nadzieją patrzyłam w przyszłość. Cokolwiek mnie czekało, wiedziałam, że jestem wystarczająco silna, aby sobie z tym poradzić.