O wpół do siódmej rano budzik zadzwonił tak ostro, że Anna aż drgnęła. Z trudem uniosła powieki. Skronie pulsowały bólem, mięśnie bolały jak po ciężkim treningu, a gardło piekło przy każdym przełknięciu. Spróbowała usiąść, lecz nogi miała ciężkie i miękkie, więc po chwili znów opadła na poduszkę. Za oknem od świtu lał deszcz, a niskie, ołowiane niebo wisiało nad blokami, jakby dodatkowo przygniatało ją do łóżka.
Po drugiej stronie materaca było już pusto. Jej mąż, Paweł, wyszedł około siódmej, jak zwykle przed pracą; tego dnia miał też później wyjechać służbowo. Zanim zamknął za sobą drzwi, nachylił się nad nią, musnął ustami jej czoło i powiedział z troską:
— Powinnaś dziś odpocząć. Ostatnio w ogóle się nie oszczędzasz.
Anna zdobyła się na słaby uśmiech.
— Nic mi nie jest. Muszę oddać ważne zestawienie, nie mogę sobie odpuścić.
Paweł pokręcił głową.
— Ty naprawdę myślisz tylko o pracy. Chociaż raz pomyśl o sobie.
Kiedy wyszedł, jeszcze kilka minut wpatrywała się w sufit. W końcu zmusiła się, żeby wstać.
W łazienkowym lustrze zobaczyła twarz, której prawie nie poznawała. Była blada, oczy miała zaczerwienione i podpuchnięte. Termometr zatrzymał się na 38,7. Anna ciężko westchnęła. Od ośmiu lat pracowała jako księgowa i niemal nigdy nie zostawała w domu z powodu choroby, nawet kiedy ledwo trzymała się na nogach. Zawsze wydawało jej się, że nie może zawieść zespołu ani zrzucać swoich obowiązków na innych. Tego ranka organizm jednak wyraźnie postawił granicę. Odszukała numer przełożonego i zadzwoniła.
— Panie Tomaszu, przepraszam, ale naprawdę bardzo źle się czuję. Czy mogłabym dziś wziąć wolne?
— Oczywiście. I proszę mi nawet nie próbować przyjeżdżać — odpowiedział bez wahania. — Proszę się kurować. Praca poczeka.
Podziękowała i rozłączyła się. Potem zeszła do niewielkiej apteki niedaleko domu. Kupiła leki, herbatę, słoik miodu i kilka cytryn. Gdy wróciła do mieszkania, zakręciło jej się w głowie tak mocno, że w przedpokoju musiała oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść. Przebrała się, połknęła tabletki, zaparzyła gorącą herbatę i, nawet nie zdejmując grubych skarpet, wsunęła się pod kołdrę. Po kilku minutach poczuła lekką ulgę. Powieki robiły się coraz cięższe. Już prawie odpływała, gdy dobiegł ją cichy trzask, jakby ktoś właśnie otworzył drzwi wejściowe. Natychmiast oprzytomniała.
Spojrzała na elektroniczny zegar. Była 11:15.
„Pewnie sąsiedzi” — pomyślała.
Po chwili jednak usłyszała z korytarza stłumione, bardzo ostrożne kroki. Nie, to nie było złudzenie. Ktoś znajdował się w mieszkaniu. Anna uniosła się powoli, czując, jak serce zaczyna walić coraz szybciej. Paweł nigdy nie wracał o tej porze. Bezszelestnie podeszła do drzwi sypialni i uchyliła je dosłownie na kilka centymetrów. Z kuchni dochodziły przyciszone głosy. Jeden rozpoznała natychmiast — należał do Pawła. Drugi był kobiecy i zupełnie jej obcy. Coś boleśnie zacisnęło się jej w piersi.
— Spokojnie, ona na pewno jest teraz w pracy — powiedział Paweł cicho.
Kobieta zaśmiała się pod nosem.
— To świetnie. Zdążymy bez pośpiechu przejrzeć wszystkie dokumenty.
„Jakie dokumenty?” — przemknęło Annie przez głowę. Spodziewała się usłyszeć coś zupełnie innego, a te słowa tylko ją zdezorientowały. Przez wąską szczelinę widziała część kuchni. Paweł i nieznajoma siedzieli naprzeciw siebie przy stole. Między nimi leżał gruby segregator, kilka kartek, koperty oraz otwarty laptop. Anna wstrzymała oddech i zaczęła słuchać jeszcze uważniej.
— Jesteś pewien, że niczego się nie domyśla? — zapytała kobieta.
— Absolutnie — odparł Paweł spokojnie. — Dla niej to będzie prawdziwa niespodzianka.
Anna zmarszczyła brwi. Jaka niespodzianka? I dlaczego mąż musiał wracać do domu po cichu, jakby się zakradał? Skąd pewność, że ona jest w biurze? Pytań przybywało z każdą sekundą. Już miała otworzyć drzwi szerzej i wyjść do kuchni, gdy usłyszała kolejne zdanie:
— Najważniejsze, żebyśmy zdążyli ze wszystkim przed jej urodzinami.
Kobieta skinęła głową.
— Wtedy wyjdzie idealnie.
Napięcie w ramionach Anny odrobinę puściło. Może Paweł rzeczywiście przygotowywał dla niej prezent? Tylko po co cała ta konspiracja? W następnej chwili wyciągnął z segregatora kilka fotografii.
Anna zesztywniała. Na zdjęciach była ona sama, sprzed kilku lat, podczas firmowego spotkania. Obok stał jej ówczesny przełożony, z którym nie najlepiej się wtedy dogadywała. Pamiętała te fotografie doskonale. Zrobiono je przypadkiem, a później koledzy z pracy długo żartowali z całej sytuacji. Anna śmiała się razem z nimi i nie przywiązywała do sprawy większej wagi. Paweł także wydawał się wtedy zupełnie obojętny. Dlaczego więc teraz trzymał właśnie te zdjęcia?
— Znalazłem je w starym albumie — powiedział, rozkładając fotografie na stole. — Zawsze powtarzała, że nie znosi tamtego wieczoru, ale chyba tylko na tych zdjęciach uśmiecha się naprawdę. Pamiętasz, mówiłem ci, że właśnie wtedy pierwszy raz ją spotkałem?
Nieznajoma uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
— Jasne, że pamiętam. Dlatego chcesz zrobić dla niej kolaż?